Noc Bohaterów

Smoczy kieł

Sesja #0

Siedząc jak co dzień od tygodnia w karczmie i żłopiąc hektolitry piwa, bohaterowie czekali aż ktoś łaskawie zwróci się do nich o pomoc. Cud zdarzył się nadspodziewanie szybko, bo poszukiwaczy przygód zaczepił Bogato Ubrany Jegomość, który zaprosił ich do posiadłości Barona, który pragnąłby wynająć grupę nieustraszonych śmiałków. Hersoi niechętnie odrywając usta od kufli postanowili przyjąć zaproszenie i po krótkim błądzeniu w lesie dotarli wreszcie do willi Barona. Pomimo późnej pory gospodarz przyjął ich w swoim gabinecie (i jak na skąpiradło przystało nie zaproponował im nawet napitków) gdzie opowiedział drużynie śmiałków o swoim problemie. Jakiś nicpoń, pijaczyna, obdartus, huncwot, nierób, wieśniak, pachołek, niedorozwój i śmieć imieniem Jared ukradł mu jego miecz – Smoczy Kieł. Podstępna kreatura przedarła się przez zastępy strażników i najzwyczajniej w świecie ściągnęła miecz znad kominka i uciekła z nim za pazuchą do swojej wioski, której nazwę – trudną i skomplikowaną – poszukiwacze przygód zapamiętali jako Dymankę. Za doprowadzenie tego wioskowego przygłupa przed oblicze Barona bohaterowie mieli dostać po 20 słońc na głowę (wąż w kieszeni Barona nie pozwolił herosom na podbicie stawki do 25 słońc, co postanowili zrekompensować sobie nabiciem kilku albo kilkuset siniaków Jaredowi).

Z samiuśkiego ranka, równo z pieniem koguta, poszukiwacze przygód ruszyli w drogę do Dymanki. Przedzierali się przez lasy, pola, znowu lasy i znowu pola, aż doszli do bagien. Wycinając sobie drogę przez gąszcz, gęsiego bohaterowie doszli do potoku (ale nie byle jakiego – co to, to nie!). Niestety nie udało im się znaleźć płycizny pozwalającej przejść przez rzeczkę bez moczenia pantalonów, także herosi zmuszeni byli pokonać tą rwącą przeszkodę wpław. W połowie drogi, niespodziewanie, drużyna została zaatakowana przez olbrzymiego aligatora! Tak, dobrze słyszycie – aligatora! Rozpętała się heroiczna walka: aligator kłapał pyskiem, miotał ogonem na wszystkie strony od niechcenia odbijając strzały śmiałków. Po kilku minutach takiej zabawy, nieostrożność zemściła się na Alelinie, na którym zamknęła się paszcza potwora! Na pomoc ruszyli mu pozostali czonkowie drużyny, którzy zaczęli siekać i kłuć aligatora dostępnym pod ręką żelastwem! Ale cóż to! Aligator nic sobie z tego nie robi i jeszcze mocniej zaciska zębiska na biednym Anelinie, który w szoku próbuje się uwolnić. Finał tej przygody w dostępnych pozycjach historycznych jest różny. Najwiarygodniejsze źródła podają, że wybawicielem drużyny okazał się krasnolud Grumbaz, który znudzony i zniecierpliwiony całą sytuacją, od niechcenia sieknął swoim toporem gada przepoławiając go na pół. Radości uratowanych nie było końca. Pół nocy wychwalali oni siłę i męstwo Grumbaza, a później każdy z nich dziękował Bogom za to, że zaprzyjaźnili się z tym pięknym, mądrym i szlachetnym krasnoludem. Grumbaz, jak to Grumbaz – chrząknął, splunął, pierdnął, kaszlnął – odwrócił się plecami do ogniska i zasnął śniąc o krągłościach pięknych krasnoludzic z jego byłego klanu.

Comments

HazeSpire

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.