Noc Bohaterów

Dyrianka

Sesja #1

Truchło rzecznego potwora jeszcze broczyło krwią gdy po krótkim odpoczynku ruszyliśmy w strone Dyrianki. Obiecałem sobie, że na jakiś czas kończe z wodnymi przygodami – na samą myśl o tym uśmiecham się szeroko bo przeznaczenie zadrwiło sobie ze mnie i mojego postanowienia. Ale nie uprzedzajmy faktów. Po kilku godzinach marszu dotarliśmy do zabitej dechami wioski. Typowa rybacka osada z nietypowo smutnymi wieśniakami. Okazało się, że skradziony miecz to nie jedyne zmartwienie Barona. Jedna z wieśniaczek imieniem Joanna… czy Anna…(śmierdziała rybą, ale przody jak i tyły zacne) bardzo szybko wyjaśniła powód dla którego wszystkie wioskowe przygłupy patrzyły na nas jak na zbawicieli. Wygląda na to, że Dyrianka padła ofiara ataków ryboludów. A te nieszczęsne głupki wzieły nas za odsiecz wysłaną przez mości Barona. Zdążyliśmy jeszcze zapytać o Jarreda który w międzyczasie uzyskał status lokalnego bohatera jako obrońca wioski przed inwazją rybo-ścierwa. Nim zdążyłem porządnie wyszydzić głupotę mieszkańców tej zapomnianej przez Solariona bagnistej dziury (i dokończyć jedzenie które dla nas przygotowano) na wioskę ponownie napadły ryboludy.
Pierwsza fala przeszła przez wieśniaków bez żadnego problemu. Chociaż trafiłem jednego z napastników to strzała nie przebiła łuskowatej skóry potwora. Anelin wykorzystał słabą konstrukcje jednej z chat unieruchamiając ryboluda pod stertą belek i desek. Jeden z wieśniaków słuchając moich rad skutecznie wiązał w bezpośredniej walce kolejne potwory. Gdy wydawało nam się, że sytuacja jest pod kontrolą jeden z tych śmierdzących rybich-ryjów doskoczył do mnie i zadał szereg ciosów pazurami. Solarion mi świadkiem – myślałem, że to już koniec! Na szczęscie z pomoca przyszedł Anelin który celnym strzałem z łuku pozbawił życia mojego napastnika.
Pomyśleć, że po raz drugi tego samego dnia niemal zginąłem w paszczy jakiegoś wodnego plugastwa!
Reszta drużyny z gorszym lub lepszym skutkiem odpierała atak, aż w końcu potwory rzuciły się do ucieczki. Osunąłem się ciężko na ziemię – rana jest poważna i raczej sam sobie z nią nie poradze. Jakaś stara baba zaoferowała swoja pomoc – pewnie jakaś lokalna zielarka. Jeszcze tego brakowało, żeby opatrywała mnie śmierdząca rybą szamanka! Lepiej żeby Baron miał dobrego medyka i podniósł zapłatę. Zlecenie nie obejmowało narażania życia w walce z ryboludami. Pora przedyskutować kolejny krok z resztą drużyny….

Comments

HazeSpire

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.